Uniewinniam bo nie mogę się domyślać
Uniewinniam, bo nie mogę się domyślać. Uniewinnienie z uwagi na wątpliwości
Zasada domniemania niewinności oraz zasada rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonych - jak to naprawdę działa w praktyce prawa karnego?
Kiedy sąd powinien uniewinnić w sprawie karnej?
Na kanwie ostatnio zapadłych wyroków uniewinniających, w których adwokaci z naszej Kancelarii mieli okazję bronić, chcielibyśmy napisać kilka słów o realiach procesowych. Wyrok uniewinniający w sprawie karnej zdarza się (niestety) rzadziej niż częściej. Statystycznie jest niemal "wyjątkiem od reguły", choć powinien być naturalną konsekwencją jednej z podstawowych zasad procesu karnego: to oskarżyciel ma udowodnić winę.
Jeśli po rzetelnym postępowaniu dowodowym nadal pozostają niedające się usunąć wątpliwości, muszą one zostać rozstrzygnięte na korzyść oskarżonego (art. 5 § 2 k.p.k.). Niestety, w praktyce bywa inaczej. Często najważniejszym "dowodem" staje się sam akt oskarżenia - panuje przekonanie, że skoro prokurator go złożył, to "musi być coś na rzeczy".
KAZUS Z PRAKTYKI KANCELARII:
Świetnym przykładem jest sprawa zakończona wyrokiem uniewinniającym na skutek apelacji wywiedzionej przez adwokata Krzysztofa Tumielewicza. Zarzut dotyczył dwóch osób, a przedmiot przestępstwa (narkotyki, broń, cudze rzeczy) ujawniono w miejscu "wspólnym" - w bagażniku auta, szafce w mieszkaniu czy pomieszczeniu gospodarczym. Zgromadzony materiał dowodowy nie pozwalał jednak odpowiedzieć na kluczowe pytanie: kto konkretnie (i czy ewentualnie w porozumieniu) popełnił zarzucony przez prokuratora czyn.
"In dubio pro reo" nie zastępuje oceny dowodów
Zasada z art. 5 § 2 k.p.k. nie polega na tym, że sąd ma automatycznie i bezrefleksyjnie wybierać wersję korzystną dla oskarżonego. Nie może jednak również przeradzać się w niepisaną zasadę domniemania winy. Sąd ma bezwzględny obowiązek przeprowadzić postępowanie dowodowe, ocenić dowody zgodnie z art. 7 k.p.k. (kierując się logiką, wiedzą i doświadczeniem życiowym), i dopiero wtedy - jeżeli mimo prawidłowej oceny nadal pozostają nieusuwalne wątpliwości - zastosować art. 5 § 2 k.p.k.
Sąd Najwyższy wielokrotnie podkreślał, że naruszenie zasady "in dubio pro reo" wchodzi w grę wtedy, gdy po prawidłowym postępowaniu dowodowym w standardzie art. 7 k.p.k. wątpliwości faktycznie pozostają, a sąd rozstrzyga je na niekorzyść oskarżonego. Są to dwa rozłączne elementy w logice wyrokowania.
Klasyczny problem: "znaleziono w miejscu wspólnym" i co dalej?
Wyobraźmy sobie sytuację: w bagażniku auta, którym podróżowały dwie osoby, ujawniono narkotyki. Albo w mieszkaniu zajmowanym wspólnie przez małżonków znaleziono zakazaną substancję. Jedyne, co jest w tej sprawie pewne, to sam fakt znalezienia - całkowicie brakuje natomiast dowodu na to, kto dany przedmiot tam umieścił, kto miał świadomość jego istnienia i kto faktycznie nim władał. Oskarżeni odmawiają składania wyjaśnień, do czego mają pełne prawo.
W takiej sytuacji sąd, analizując sprawę, może dojść do następujących wniosków:
- sprawcą mogła być osoba A,
- równie dobrze sprawcą mogła być osoba B,
- materiał dowodowy nie pozwala rozstrzygnąć, która z tych wersji jest prawdziwa.
Jeżeli po przeprowadzonym procesie nadal istnieją co najmniej dwie racjonalne wersje zdarzeń i nie da się ich zweryfikować dodatkowymi dowodami, sąd powinien oprzeć rozstrzygnięcie na zasadzie rozstrzygania wątpliwości na korzyść oskarżonego, zamiast "domyślać się" tożsamości sprawcy.
A może "działali wspólnie i w porozumieniu"?
Samo przypuszczenie to za mało. Skazanie za współsprawstwo wymaga wykazania realnego porozumienia (choćby dorozumianego) oraz istotnego wkładu w realizację czynu. Sąd Najwyższy zaznacza, że nie jest konieczne, by każdy współsprawca własnoręcznie realizował wszystkie znamiona przestępstwa, ale musi istnieć konkretny wkład we wspólne działanie.
Owszem, porozumienie może zostać zawarte nagle, nawet w trakcie zdarzenia, i może mieć charakter konkludentny. Zawsze musi jednak wynikać z okoliczności w sposób konkretny, a nie na zasadzie domniemania "bo przecież byli tam razem". Samo "bycie obok" nie stanowi automatu do przypisania współsprawstwa - bierna obserwacja co do zasady do tego nie wystarcza.
CO Z TEGO WYNIKA W PRAKTYCE? SĄD POWINIEN UNIEWINNIĆ, GDY:
- Nie da się ustalić, czy sprawcą była osoba A, czy osoba B, a domniemania nie mogą zastąpić dowodu.
- Nie wykazano współsprawstwa, czyli brakuje jednoznacznych dowodów na istnienie porozumienia i istotnego wkładu obu stron. Bierna obecność to za mało do przypisania winy.
Zobacz również
Nieruchomości i proces inwestycyjny
Grożąca surowa kara nie zawsze oznacza areszt. Wniosek prokuratora nieuwzględniony
Prawo karne - Listy żelazne Szczecin i Katowice
